Po powrocie chłopcy poszli do mieszkania Juliet,
obiecała ugotować obiad. Sama nie chciałam przebywać teraz z Niallem, gdyż
mogło by się to różnie skończyć. Postanowiłam się przebrać.
Otworzyłam szafę i wyrzucałam z niej ubrania, nie mogąc
wybrać , co założę. Szperając, usłyszałam, że otwierają się drzwi - modliłam
się, by nie był to Niall.
- Heath? - Usłyszałam niski głos. To na szczęście była Juliet.
Zdumiała się, widząc bałagan. Ostatecznie wybrała coś z wielkiej sterty ubrań,
mówiąc, że spaghetti na pewno już mi wystygło.
- Gdzie chłopaki? - spytałam. Jul odpowiedziała, że Lou je obiad, a Niall dawno
już skończył i skoczył na dół, do samochodu ochrony z miską spaghetti.
- Lou powiedział mi teraz - zaczęła Juliet. - Że o mało nie zmokłaś. I że Niall
też nie zmókł, bo stał obok Ciebie i...
Spuściłam głowę w dół, lekko zarumieniona, przypominając
sobię tą chwilę. Jul spostrzegła moją reakcję i spytała, kiedy wreszcie będę z
Niallem.
Odpowiedziałam jej ciszą, co ją zniesmaczyło.
- No Heather! - Próbowała wyciągnąć coś ze mnie, ale naprawdę nie wiedziałam
,co jej powiedzieć.
- Jul, to nie takie proste... - Zaczęłam tłumaczyć.
- Niall na Ciebie leci. - Przerwała mi w pół zdania. - I ty na niego też.
Westchnęłam.
- Naprawdę? - Spytałam w końcu. Jul znacząco pokiwała głową.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Przychodź już na obiadek. - Uśmiechnęła się do mnie. W drzwiach wejściowych
stanął Niall, a ja schowałam głowę w szafie.
- Idziecie? - Spytał blondyn. - Chłopakom bardzo smakuje twoje jedzenie!
- Ciesze się! - Jul uśmiechnęła się do Nialla, dodając: - Już idziemy!
Zamknęłam mieszkanie i udałam się z Jul do jej kuchni. Na
stole stała porcja specjalnie dla mnie, resztę zjedli chłopaki. Mówili, żebym
koniecznie zjadła wszystko - to znaczy Lou tak mówił. Niall siedział w pokoju
na kanapie i tweetował.
- Heather - Lou zwrócił się do mnie. - Jutrzejszy lot jest co prawda na 22.30,
ale my musimy być wcześniej...
Niall uniósł głowę, rozglądając się po pokoju.
- Mam wam pomóc w czymś? - Spytałam. - Jasne, mów, o co chodzi.
(Następnego dnia, po południu)
Szykowałam się na powrót chłopców. Załatwiałam ostatnie
sprawy, rzecz jasna, drogą telefoniczną. Na lotnisku miało pojawić się trochę
kamer, fanki zespołu założyły nawet stronę na facebooku, mówiącą o powrocie
chłopców. Chciały ich przywitać. Spodziewając się dzikich tłumów, wykonałam
telefon do Lou, aby polecił całej ochronie chłopców stawienie się na lotnisku.
- Gotowa? - Dopijałam właśnie kawę, gdy odwiedziła mnie Jul. Ubrana była w
zwykłe jeansy i gruby sweter, włosy związała w kok.
Sama byłam ubrana podobnie. Do dżinsów założyłam czarne vansy, a na górę
odziałam różowy sweterek. Miałam wziąć dużą czarną torbę, aby mieć ze sobą
wszystko, co mogło mi się dzisiaj przydać. Wieczór zapowiadał się gorąco, więc
wrzuciłam jeszcze butelkę wody.
Po godzinie 19 podjechał czarny van i wraz z Juliet
wsiadłyśmy do środka. Obok kierowcy siedział Niall, na samym końcu samochodu
uśmiechał się Lou. Juliet szybko do niego dołączyła, a ja odwróciłam się, dając
im chwilę na osobności. Bez korków dotarliśmy do lotniska.
- Uważaj. - Upomniał mnie Niall, gdy otwierał tylne drzwi vana. Przytrzymał
mnie za rękę, abym bezpiecznie wyszła. Usłyszałam dziki pisk nastolatek i
wiedziałam, że jesteśmy już na miejscu.
Udaliśmy się do środka wejściem VIP. Chłopcy nie mogli
pozwolić sobie na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, ale i na plotki. Niebawem
znaleźliśmy się przy terminalu, czekając osobno na przylot chłopców. Fanki
stały tuż obok nas, dzieliła nas tylko "gruba warstwa" ochroniarzy.
- Harry! - Lou pierwszy krzyknął, a po tym rozpętały się dzikie krzyki, piski i
tak dalej. Ujrzeliśmy burzę loków, a potem zmęczoną twarz Harry'ego. Chyba
wyjazd się udał.
Kolejno za Harrym wyszli Zayn i Liam. Pomachali do fanów,
rozdali tysiąc autografów, a w tym czasie ochrona zabrała ich bagaże. W końcu
chłopaki dotarli do nas i uśmiechnięci, przywitaliśmy się ze wszystkimi.
Wspaniale było ujrzeć cały zespół w komplecie. Fanki na lotnisku zaczęły
chóralnie śpiewać największy hit chłopców, a oni sami dołączyli do dziewczyn i
dali im mały koncert.
- Jestem głodny! - Krzyknął Niall, całe lotnisko wybuchnęło śmiechem. Pora była
się zbierać, więc wsiedliśmy co vana i udaliśmy się do rezydencji chłopców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz